środa, styczeń 18

Balla

Myślę, że dzieci mogłyby lubić szpinak. Mogłyby. Rodzice jednak wciskają ten szpinak, wciskają, a ten nacisk jest podejrzany. Jeśli coś jest za bardzo polecane, to musi być coś w nim nie tak. Sami uśmiechamy się na słowa Pań sklepowych, które z wielkim entuzjazmem reklamują nam towar. Uśmiechamy się i uśmiechamy, a potem sięgamy po produkt stojący obok tego "cudownego". Dzieciom się dziwimy, a sami mamy takie same metody eliminacji.

Szpinak lubię, ale jeśli ktoś podsuwa mi nakazem, bądź zbyt nachalną promocją książkę, to automatycznie ta lektura jest na straconej pozycji. A wiadomo z dalszego miejsca, ciężej dojechać do mety. Jednej książce prawie się to udało.

Z potrzeby zaliczenia tego półrocza musiałam sięgnąć po jakąś lekturę z listy. Dostępną w bibliotece miałam tylko jedną. Tak w moje ręce trafił zbiór opowiadań V. Balli „Niepokój”. Ucieszyłam się z miejsca widząc liczbę stron, wiadomo tym mniej trzeba na zaliczenie przeczytać, tym więcej czasu na czytanie innych książek. Wzięłam zbiór do wanny i przeczytałam. Nawet nie zdążyłam go doczytać, zrobiłam to po powrocie. Na zaliczeniu opowiadałam, opowiadałam, aż doszło do mnie, że styl Balli mi się podoba. Mrok, niepokój, ciemność, cienie, widelec w plecach, szumy wiatrów, dziwaki, dziwni ludzie i dziwne miejsca. Nawet groteskowe sytuacje, trafne zdania, czy akapity są w moim guście.

Każde z opowiadań jest inne. W każdym ponoć możemy zobaczyć południowo-zachodnią Słowację - czego taka pewna bym nie była. Jak dla mnie tego jest tam najmniej, co prawda wspomina o miejscowościach, krajobrazach i mozaice etnicznej, ale każdy z szablonów, które stworzone są w opowiadań wpasują się w każdy kraj i w każdy naród.

Dalej nie wiem, czemu autor podpisuje się tylko nazwiskiem. Wiem, jednak, że opowiadanie o parze przyjaciół, którzy wymieniali swoje gniazdo, gdy tylko kończyli je uwijać, na długo zapadnie mi w pamięć. Możemy zmienić, miejsca, ludzi, rzeczy, ale siebie samych nigdy nie zmienimy.

W sumie polecam. Skreślałam książkę, a bardzo niesłusznie.

Nie jestem pewna, jak odmienia się jego nazwisko. Zagadka dnia.

7/10

Co za entuzjastyczna mina, prawdaż?

10 komentarze:

  1. o jak się dzieje na Słowacji to się zaraz za tym rozejrzę:)
    świetną masz tę tunikę:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Indianskie motywy, czy ...folkowe motywy? :)) JA czesto ogladam filmy, ktore recenzujesz..z ksiazkami mam problem, chodzi o ich dostep. Za daleko mi do Polski....

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. mnie zawsze mama zmuszała do jedzenia...i co?..i tak większa nie jestem;)
    tunikę masz wielce ciekawą! lubię takie kolorki:))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Cud tunika! A ten mechanizm znam doskonale - sama go stosuję :P Wiem, że to nierozsądne, ale cóż poradzić skoro taka moja natura?

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. oddawaj tunikę. jest boska. polowałam na taka na allegro ale mi mignęła przed nosem. książka mnie lekko zaintrygowałaś (muszę koniecznie jej poszukać, poczytaj sobie "Sklep Potrzeb Kuturalnych" Antoni Kroh);)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. Tunikę kupiłam w lumpie. Wisiała obok kostiumów karnawałowych dla dzieci. Chyba sama nim była. Dziękuje bardzo! @Gryziolki - Przeczytam! Dam znać jak wrażenia

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. Tunika pięęękna, ogromnie mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. a ja byłam dzieckiem, które bardzo ale to BARDZO lubiło owsiankę.
    i zostało mi to do dzisiaj ;-)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  9. U mnie czasem na odwrot. Odkrywam jajkas ksiazke bo gdzies pojawila sie jej promocja - jak np. poprzez ekranizacje ktora po pierwszym odcinku polubilam i zaczynam szukac wszystkich tomow serii :) Ale ksiazki reklamowane jako "super hit, jeszcze takiej nie bylo, najlepiej sie sprzedala w stanach, nowy coelho czy inne takie to raczej szerokim luzkiem omijam.Piekna na tunika :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze