czwartek, luty 16

Z babcinego kufra




Zawsze innych dziewczynom zazdroszczę spadków po babciach. Jakaś torebka, ciuch, buty, chusta, kapelusz. Coś z historią, coś co ma jakaś magię czasu. No u mnie raz, że mało kto przechowuje rzeczy dłużej, niż parę lat, a dwa, że u mnie w rodzinie są dosyć specyficzne kobiety. Z jednej strony mam babcię nowoczesną, z którą spokojnie można o cieniach z inglota pogadać i nawet czegoś się dowiedzieć można, a z drugiej zostały mgliste wspomnienia. Co wiem raczej z materiału usłyszanego od sąsiadek i rodziny to ta babcia była istnie cygańska. Nie, nie, nie było kolorowych chust, kolorowych spódnic. Było wielkie uwielbienie do złota, złota i jeszcze raz złota, jak była gotówka było nowe złoto. Nie sądziłam, że po takiej dosyć specyficznej babci mogę znaleźć uroczą torbę, czy sukienkę w zakamarkach mieszkania. A jednak coś znalazłam. Nie wiem, czy będzie jakaś okazja, by używać nabytku, nawet nie umiem sobie na razie wyobrazić jaka by mogła by to okazja, na razie tylko ciesze się, że mogę mieć taką możliwość używania czegoś co bądź co bądź prawdopodobnie używała moja babcia.

wtorek, luty 14

"Kafka nad morzem"


Jeśli chodzi o wyzwanie czytelnicze Haruki Murakami poszło mi całkiem nieźle. Co prawda jednej książki nie zdążyłam przeczytać w ogóle, a drugą skończyłam czytać już w nowym roku, czyli po dacie zakończenia tej zabawy. Mimo to cały swój udział oceniam pozytywnie, nie wiem, czy gdyby nie to przeczytałabym tyle książek tego autora. Murakami nie został, co prawda moim ulubionym autorem, ale nie mogę odmówić mu niepowtarzalnego stylu i talentu. Do wszystkich jego książek powinni dodawać płyty, zawsze do każdej sceny zaznacza inną muzykę, a zamiast czytać przy youtube, łatwiej byłoby po prostu puścić płytę i czytać przy odpowiednio dobranej playliście. Do tego mały dodatek próbek literackich autorów, o których wspomina. Osobiście spisałam parę nazwisk w kalendarzu, w rubryce „do poznania”. Zawsze w jego książkach są też elementy nierealne. Dziejące się albo w głowach bohaterów albo w całkowicie innym świecie. Właściwie zależy pewnie od czytelnika, gdzie umiejscawia ten nierealny element powieści Murakamiego.

„Kafka nad morzem” to dwie równolegle dziejące się historie. Główni bohaterowie każdej z nich nigdy się nie spotkają, ale mimo to oddziałują na siebie nawzajem.

Jedna opowiada o losach piętnastoletniego chłopca, który postanawia opuścić dom, by uciec od chorego świata ojca-artysty. Gdy był mały zostawiono go w miejscu, w którym nikt nie powinien być zostawiony. W ucieczce i przygotowaniach do nich pomaga mu jego przyjaciel, Chłopiec zwany Kafką. Mimo swojej siły fizycznej i psychicznej odnajduje się w nieprzyjaznym świecie, ba, nawet znajduje miejsce, do którego pasuje idealnie.

Druga historia przedstawia nam życie staruszka Nakaty z wyjątkowym talentem, który pozwala mu rozmawiać z kotami. Tutaj wielkie wzdychnięcie wszystkich kotomaniaczek, ale niestety mimo tego daru, podejrzewam, żadna z fanek kotów nie chciałaby się z nim zamienić. Nakata, kiedyś był mądrym człowiekiem, umiał czytać, miał, jak rodzeństwo dostać się na ważne stanowiska, skończyć dobre studia. Niestety stał się wypadek, którego przyczyn i skutków ani lekarze ani Nakata pojąć nie potrafi. Od tego momenty Nakata żyje na rencie inwalidzkiej, jest analfabetą. Czasem przyjmuje nietypowe zadania. Jedno takie zlecenie i Nakata trafia na nieodpowiedniego człowieka, otwiera drzwi, które będzie mu bardzo trudno zamknąć. W między czasie dzieje się wiele szalonych, niezrozumiałych zjawisk.

Dziwność tej powieści nie opuszcza nas ani przez jedną kartkę, właściwie nic co dzieje się w tej książce, nikt kto pojawia się w niej nie jest … codzienny. Ba, nawet miejsca są niezwykłe, mają niezwykłe zasady i cechy. Brzmi bajkowo, ale Murakami tą historię mocno zakotwiczył o rzeczywistość. Granica normalności jest pojęciem abstrakcyjnym.

Budowa powieści, jak widać nie jest standardowa, jednak sprawę można uprościć. Motyw podróży w dal świata, w dal lasu, jak podróż w głąb siebie, do dojrzałości, końca, puenty jest głównym i wodzącym motywem. Całkiem sporo rozważania na temat losu i jego niezmienności, godne greckiego dramatu. Pojawia się parę żenujących dialogów takich, które sprawiają, że odkładam książkę i wracam do niej, jak przetrawię tą żenującą sytuację. Ale jakich sytuacji można się spodziewać przy takiej oprawie bohaterów? Poznania ich, nie będę nikomu psuła, bo chyba oni dają nam największą frajdę w tej powieści. Co by nie mówić dalej, podczas czytania poczułam nutkę żalu, zażenowania, rozbawienia, wzruszenia i grozy. Talentu do łączenia i wzbudzania różnych, czasem przeciwnych sobie emocji nie można odmówić Murakamiemu.


7/10

poniedziałek, luty 6

Top 10: Bohaterowie, z którymi chcielibyśmy zamienić się miejscami

/zdj stąd/
Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.

Moja Lista tego tygodniowa będzie bardzo jednolita. Nie chciałabym przeżywać miłosnych przygód rodem z powieści Daniel Steel, przeżywać trudnych momentów, bać się, czy płakać. Kto by chciał? Lepiej, jak się zamieniać to na jakiś lepszy świat. Chociaż o odrobinkę. Moja Top lista:

1. Alicja - Alicja w krainie Czarów - Kto by nie chciał się zamienić?! Pokonać złą królową, spotkać szalonego kapelusznika, wypić herbatkę w odpowiednio szalonym towarzystwie! Ten świat jest warty szczytu tej listy.
2. Herold Elspeth - Wiatr Przeznaczenia (i cała reszta trylogii) - Jak już przeżywać rozterki miłosne, wojenne i rodzinne to w świecie Mercedes Lackey, w świecie Gryfów, magii i zmiennokształtnych. Oczywiście nie pogardzę niezwykłym talentem magicznym.
3. Jakkolwiek chłopiec - Akademia Pana Kleksa - nawet krukiem zgodziłabym się być, by tylko poczuć magię tego miejsca.
4. Momo - Pan Ibrahim i kwiat koranu - jak kiedyś pisałam, też chce mieć swojego Pana Ibrahima. Taki definitywny autorytet w swoim otoczeniu, gdzieś nadający mi jakiś konkretny kierunek. Albo chociaż dający do ręki bardzo dobrą mapę. Chłopcem o imieniu Momo z tej oto ksiażki chciałabym być ze względu na tego dorosłego człowieka. Tworzą nas nie tylko nasze wewnętrzne czynniki, ale i zewnętrzne... w końcu.
5. Charlie - Charlie i fabryka czekolady - Pomijam fakt, że każdy chce wygrać cokolwiek. To jakiś dziwny czar, ludzie chcą wygrać i spełnić swoje marzenia. Podziwiam tą postać - Charlie przecierpiał swoje i zostało mu wynagrodzone. I to jeszcze jak!
6. Kudłaczem, bądź Agrestem - Przygody z Wodnikowego Wzgórza - no to są przygody na miarę bohatera. Co prawda, podchodzi jeszcze parę problemów do rozwiązania, bo wiadomo królicze życie niebezpieczne, ale warte odrobiny ryzyka.
7. Dziecko/Dziewczynka - Córka Czarownic - mimo, że niby sama, niby przerzucana z rąk do rak, ale jednak wyjątkowa z niezwykła historia i niezwykłymi mocami... O mocach tajnych każdy marzy. Jak cudownie byłoby przyciągnąć pilot siłą umysłu, a nie do niego wstawać!
8. Wendy - Piotruś Pan - Nikt mi nie powie, a przynajmniej żadna dziewczyna, że jako dziecko nie marzyła, że ktoś zapuka w jej okno i zabierze do Nibylandii. Każdy chłopak marzył by być władca Nibylandii i mieć swoją Wendy.
9. Minerwa Mcgonagall - Harry Potter - Przechodzimy do spraw poważnych. Z tą Panią zamieniłabym się chętnie z powodu jej sprawiedliwości, mądrości, umiejętności dobrej oceny sytuacji. Przyznaje fakt, że potrafi zamienić się w kota jest równie kuszący...
10. Lyddie - Wojna wdowy - To jedyna postać na mojej liście, która definitywnie przeżywała w książce ciągłą tragedię. To nie była masa tragedii, to był jej nieprzerwany ciąg. Dlaczego jest na tej liście? Za niesamowity upór, za walkę z bezlitosnym losem, za to, że mimo, że zawsze stanowiła w oczach innych czyjaś własność, zachowała całkowitą odrębność. Niepodważalną odrębność.

środa, luty 1

Helena Bonham Carter - mały przegląd filmowy

Zdjęcie z tego bloga.

Stan sesji 2/6, czyli jeszcze cztery pozytywne oceny w indeksie i oficjalnie jestem semestr dalej. W formie przerywnika od nauki i książek oglądałam nie tylko Chucka, który w trzecim sezonie już zaczyna mi się nudzić pomału, ale i parę filmów, o których dłużej chciałabym posmęcić.

Helena Bonham Carter nigdy mnie nie zawiodła, a filmy z jej udziałem należą do moich ulubionych. Podziwiam jej umiejętność przeobrażenia się w postacie pełne naturalnego szaleństwa (Bellatrix z Harrego Pottera lub Pani Lovett z Sweeney Todda), jak i bohaterki eleganckie i z klasą (Królowa Elżbieta z Jak zostać królem). Nie dowierzam w takie perfekcyjne aktorstwa i w celu zweryfikowania, bądź potwierdzenia swojej opinii o jej dobytku zawodowym przysiadłam do paru pozycji:
  • Zaczęłam od korzeni. Choć nie lubię romantycznych filmów, by poznać aktorkę warto zacząć od jej pierwszych filmów. Pokój z widokiem (1985) jest historią miłosną, Lucy (tutaj oczywiście Helena Bonham Carter) zakochuje się na wakacjach we Włoszech w cudownych chłopaku, zmusza rodziców do przyjęcia oświadczyn od swojego wybranka i...film, jak dla mnie po prostu nudny, ale można sobie pooglądać młodziutką Helenę, a rozpoznać w tej twarzyczce naszą znaną każdemu aktorkę jest dosyć trudno.
  • Jej wysokość Afrodyta (1995) to dzieło Woodiego Allena. Jest tutaj reżyserem, scenarzystą i aktorem. Od razu powiem, że nie jestem fanką jego kina, a co gorsza zawsze bawił mnie fakt, że sam odgrywa główne role w otoczeniu pięknych kobiet i wielu łóżkowych sytuacji. Czyżby mały narcyz? W tym filmie Woody gra męża Amandy (Helena), dziennikarza sportowego, siedzącego grzecznie pod jej obcasem... do czasu. Do czasu, kiedy zgadza się na adopcję dziecka, do czasu, kiedy to dziecko wyrasta na bardzo inteligentnego i nieprzeciętnego chłopca i do czasu, gdy z żoną stosunki są ochładzają, a w nim rośnie ciekawość, co za geny nosi jego dziecko. Co robi? Szuka biologicznej matki i zamiast profesorki widzi... Lindę. Co by o Lindzie nie powiedzieć nie jest spełnieniem marzeń. Historia nieprzeciętna, połączenie Nowego Jorku ze światem antycznej Grecji interesujące.. Helena tutaj odgrywa twardą kobietę z ambicjami. Jej włosy w tym filmie przypominają fryzurę na Bellatrix, ale z tym artystycznym nieładem świetnie pasuje do artystycznego nieładu Allena (całości, nie tylko fryzury). Film podobał mi się bardzo (8/10), choć przyznam, że to zasługa raczej scenariusza, muzyki, prowadzenia kamery, połączenia scen, niż samej gry aktorskiej kogokolwiek z obsady.
  • Sztuka Latania (1998) to historia Richarda (Kenneth Branagh) i Jane (Helena Bonham Carter). Oboje są inni, oboje mają marzenia, oboje zakładają, że się nie spełnią, ale i tak do nich dążą. Film, o którym lepiej mówić, jak najmniej, żeby czasem nie zepsuć momentów zaskoczenia. Co jeśli chodzi o Helenę? Zobaczyć ją w krótkich włosach i to jeszcze na wózku jest szokiem, podejrzewam, że do takiej roli długo się przygotowywała. Historia wzruszająca, podobna do "Ja w środku tańczę", ale nie na tyle by podobieństwo psuło radość z oglądania. 8/10
  • Rozmowy z innymi kobietami (2005) - dzielenie ekranu w tym filmie jest po prostu irytujące, a już nie mówiąc o tym, że niektóre dialogi nawet widza wprawiają w zażenowanie. Jakaś niewydarzona historia miłosna bez happy endu z awangardowym wykonaniem. Nie ratuje ją raczej nic. 3/10
  • Lubię bajki, baśnie, fantasy, światy nieodkryte, głęboko zakopane w naszej wyobraźni. Nigdy się nie zastanawiam, jacy są ludzie, którzy piszą dla dzieci. Nawet mi to przez myśl nie przechodzi, by sobie ich wyobrażać. Raczej tropem Heleny, niż tropem autorki książek dla dzieci trafiłam na film Enid (2009), o Enid Blyton sławnej pisarce, spod której ręki wyszło kilka setek książek. Jedyne co kojarzę z jej twórczości to Noddiego, chyba w Polsce nie zdobyła takiej popularności, jak w Anglii, albo dotyczy to starszych roczników. Fakty są dwa: gra Carter jest tu obłędna, dosłownie lepiej nikt by nie zagrał takiej postaci, a właściwie kobiety, której największym problemem jest rzeczywistość. Drugi fakt jest taki, że uderzający egoizm Enid można niektórych oszołomić na tyle, że podręcznikami do pedagogiki będą rzucać w ekran. Na początku biografii dowiadujemy się, że film powstał na bazie prawdziwych wydarzeń z dodatkiem tych wymyślonych. Ciekawe skąd widz ma wiedzieć w takim układzie co jest tą prawdą, a co twórczością scenarzysty?

Mały dodatek w postaci pół mnie w pół egzaminowym stroju. Mój fotograf uznał, że od kolan w dół jestem zbędna.